Zapis rozmowy Jacka Bańki z senatorem PiS, wiceministrem edukacji i nauki, Włodzimierzem Bernackim.

Jaka forma powrotu uczniów do szkół we wrześniu wydaje się dzisiaj najbardziej prawdopodobna? Pod koniec sierpnia spodziewana jest czwarta fala.

- Mówimy o stanie na dzisiaj. Ten poziom zakażeń nie jest wielki, chociaż widzimy wzrost. Także w Małopolsce wskaźnik jest stosunkowo wysoki. Powyżej 1. Ministerstwo edukacji i nauki zakłada, że 1 września wracamy do szkoły w trybie stacjonarnym. Trudno jednak w środku wakacji psuć nastroje i dyskutować o powrocie do szkół. Uczniom życzę, żeby kolejne dni im mijały na wspaniałym wypoczynku. Niech myślą powoli o powrocie do normalności. Tak czy inaczej musimy być przygotowani do powrotu do szkoły. W jakim to będzie trybie? Na dzisiaj w stacjonarnym.

Ministerstwo uwzględni rekomendację zespołu ds. Covid-19 PAN? W skrócie – niezaszczepieni nauczyciele nie powinni mieć kontaktu z uczniami, z kolei niezaszczepieni uczniowie powinni zostać w domach podczas szczytu zakażeń.

- Jest informacja, czy sugestia ze strony środowiska PAN. Ona jest o tyle cenna, że wskazuje na znaczenie szczepień. Ministerstwo, ani nikt w tej przestrzeni publicznej nie zdecydowałby się na to, żeby dokonać segregacji w Polsce. Jej nie było, nie ma i nie będzie.

Czyli nie byłby pan za wprowadzeniem rozwiązań, o jakich mówią Francuzi? Chodzi o ograniczenie pewnych usług publicznych dla osób niezaszczepionych.

- Absolutnie nie. Takie działania są niewłaściwe. Nie chcę używać mocnych słów, bo to by było nieadekwatne, ale wydaje się, że ci, którzy mają autorytet i możliwość oddziaływania społecznego, powinni bardziej zaangażować się w przekonywanie ludzi do szczepień. Nie żyjemy na pustyni. Mamy znajomych. Przekonajmy ich do szczepienia. Jeśli nie ze względów egoistycznych, to także ze względu na swoich znajomych, przyjaciół, krewnych. Spróbujmy oddziaływać perswazją. Inne środki na razie nie są potrzebne.

Nauczycielskie związki zgodnie krytykują zapowiadane zmiany w oświacie. Wśród nich jest podniesienie dydaktycznego pensum do 20 godzin. To by się wiązało z wyższym wynagrodzeniem. Jeden ze związkowców mówił w Radiu Kraków, że to tak, jakby górnikom obiecać podwyżkę z tego powodu, że zamiast 40 godzin będą tygodniowo pracowali 44 godziny.

- To jedno, wielkie, totalne nieporozumienie. Nauczyciele są grupą zawodową, która w ostatnich latach miała podwyżki. Po drugie rozpoczęliśmy rozmowy, zaprosiliśmy związki zawodowe i samorządowców po to, żeby przedyskutować, jakie są dalsze możliwości i drogi reformy statusu zawodowego nauczyciela. To było tylko rozpoczęcie dyskusji. Jeśli związki nie chcą zmian w tej materii, pewnie ich nie będzie. My jesteśmy gotowi do dyskusji. Mamy znaczące wsparcie ze strony samorządów. Oni mówią, że sama karta nauczyciela została przyjęta przez Sejm PRL. To są pewne rozwiązania, które obowiązują do dzisiaj. Jeśli ZNP nie chce rozmawiać, nikogo na siłę nie przyciągniemy i nie zmusimy do dyskusji i debaty. Co jakiś czas pojawiają się działacze z dziwnymi manifestami.

Realnych kształtów nabiera inna zmiana. Chodzi o wzmocnienie kuratoriów choćby w trybie konkursowym, kiedy wybierani są dyrektorzy szkół. Dlaczego taka zmiana? Czemu wzmocnienie kuratoriów kosztem samorządów?

- Z prostej przyczyny. Ten czas to moment, kiedy minister edukacji i nauki ogłasza główne kierunki polityki oświatowej. Jeśli mamy poważnie traktować realizację tych zadań, które stawiane są przez rząd, tym samym musimy mieć instrumenty pozwalające na realizowanie tej polityki. Nic szczególnego się nie dzieje. Mamy świadomość, że jeśli chodzi o relacje kuratorium-samorząd, one są bardzo dobre. Nie widzę tutaj kłopotu. Jest możliwość sprawniejszego realizowania polityki oświatowej.

Jest zapowiedź przedmiotu, który by obejmował historię XX i XXI wieku. Chodzi o nowy przedmiot? Czy może o większą liczbę lekcji historii?

- Pan pewnie tego też doświadczył. Wszyscy dostajemy w pewnym momencie „głupawki” i zaczynamy, cofamy się wstecz. Efekt jest taki, że historia Polski i powszechna poczynając od 1945 roku… Jeszcze gorzej jest z okresem po 1989 roku. Ta historia traktowana jest po macoszemu. Stąd dążenie, żeby każdy uczeń miał wiedzę elementarną dotyczącą historii powszechnej. Chodzi o wydarzenia w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat. To wymiar międzynarodowy i krajowy. To zmierza do tego, żeby wiedza i świadomość uwarunkowań współczesnych była mocniejsza.

To nie w najbliższym roku szkolnym, ale najszybciej w kolejnym. Jak ten przedmiot będzie się nazywał?

- Roboczo będzie to związane z historią najnowszą Polski i świata ostatnich lat. Nie chodzi o nazwę, ale o zakres. Obecnie koncentrujemy się na takim ujęciu chronologii, żeby każdy uczeń miał pewną zdolność oglądu rzeczywistości. Można przyjąć, że będzie to rok 1945, czyli kształtowanie się porządku pojałtańskiego. Ważny moment to też rok 1989 i wszystko to, co działo się na świecie i w Polsce. To przekształcenie się porządków.

Co z przerwaną procedurą wyboru nowego szefa IPN w Senacie? Jest pan pewien, że dzisiaj uda się wybrać nowego szefa?

- To jest Senat pod rządami marszałka Grodzkiego. Trudno coś zaplanować. Wczoraj, zgodnie z umowami, na konwencie senackim miało się odbyć wysłuchanie, debata i głosowanie nad wyborem prezesa IPN. Chwilę przed dowidzieliśmy się, że za 5 minut marszałek Borusewicz ogłosi przerwę. To kolejny skandal. Politycy KO postępują wyjątkowo nieuczciwie. Dzisiaj, w związku z wyborem prof. Wiącka, odbędzie się ślubowanie. Marszałek Grodzki nie miał problemu z tym, żeby zamknąć ten okres funkcjonowania państwa bez Rzecznika Praw Obywatelskich. Panuje opinia, że mocno nad członkami PSL mieli pracować politycy PO, żeby nie udzielili wsparcia dla kandydata na prezesa IPN.