Zapis rozmowy Jacka Bańki z prezydentem Tarnowa, Romanem Ciepielą.

Apeluje pan do ministra infrastruktury o budowę drogi ekspresowej S73, której częścią miałaby się stać między innymi wschodnia obwodnica Tarnowa. Minister mówi, że nic o takiej drodze nie wiedział. Kilkanaście dni przed ogłoszeniem programu budowy dróg krajowych ta misja wydaje się z góry skazana na niepowodzenie.

- Niekoniecznie. Z ministrem rozmawiałem osobiście. Był w Tarnowie 12 lipca przy uruchomieniu budowy wałów na rzece Białej. Tam rozmawialiśmy na ten temat. Ten etap mamy za sobą. Sprawa nie jest nowa, ani świeża. Minister ma wiele dróg na głowie. To, co ja proponuję, nie jest niczym innym, niż rozwiązaniem krakowskim. Wiecie państwo, jakie były problemy z północną obwodnicą Krakowa. Były decyzje środowiskowe, ale nie było decyzji rządu. Ta droga nie mieściła się w planie budowy dróg krajowych. Minister Adamczyk spowodował, że ta droga została wpisana jako część drogi S52. To nowatorskie rozwiązanie samego pana ministra. Namawiam go do tego, żeby podobnie zrobił z drogą numer 73. Temat nie jest nowy. Pan Przemysław Gosiewski w 2008 roku składał interpelację w tej sprawie. Mówił, że na budowę dróg ekspresowych S73 i S74 rząd Jarosława Kaczyńskiego przeznaczył 1 miliard 109 milionów euro. Odnosił się w tej interpelacji z 2008 roku do przygotowań budowy układu dróg ekspresowych i autostrad za pierwszego rządu PiS. Sprawa nie jest nowa.

Na ile ten apel to chęć rozpoczęcia publicznej debaty, na ile próba usprawiedliwienia tego, że w wieloletnim planie finansowym Tarnów nie przewiduje współfinansowania budowy wschodniej obwodnicy?

- Nie może przewidywać. 330 milionów złotych oznacza zatrzymanie wszystkich innych inwestycji w Tarnowie. Tak się dróg w Polsce nie buduje. Droga nie ma znaczenia tylko dla Tarnowa. Ona jest ważna, ale zapytajmy gminy z powiatów gorlickiego, jasielskiego, krośnieńskiego. One postulują taką kwalifikację drogi. Także w świętokrzyskim temat jest żywy. Droga ma znaczenie regionalne i krajowe. Należy z powagą do tego podejść. Ja bym tego nie bagatelizował. Teraz Polska ma szansę. Są fundusze. Powinno to też obejmować tę część kraju. Wierzę, że pan minister będzie kontynuował dobrą myśl Przemysława Gosiewskiego.

Dwie sztandarowe inwestycje w Tarnowie – skwer przed półbasztą i tarnowski ark doświadczeń – mają i będą mieć opóźnienia liczone w latach. Jaki jest problem inwestycyjny w Tarnowie?

- To nie skwer przed półbasztą. To odsłonięcie półbaszty. W podziemiach istniejącej kamienicy powstało Multimedialne Centrum Artystyczne. To dach, nie skwer. Inwestycje w większości miast mają opóźnienie z powodu Covid. Przedsiębiorcy mają problemy z zakupem materiałów, podrożała stal, ludzie są trudno dostępni. Nie są to wielkie opóźnienia. One są jednak wszędzie. Myślę, że jak zaproszę pana do Tarnowa, zobaczy pan, jak te inwestycje są oddawane. Nawet dziś będzie prezentacja jednej inwestycji.

Kraków i Tarnów łączy słowo betonoza. To jednak zostawmy. Tarnów zamknął jeden z punktów szczepień. Jaki jest spadek liczby szczepień w Tarnowie? W Krakowie sięga on 80%.

- Rynek krakowski to przykład wielkiego placu, który nagrzewa się do granic możliwości. W innych miastach jest podobnie. W Tarnowie nie zlikwidowaliśmy 1 metra zieleni ponad potrzebę. Jeśli chodzi o szczepienia, jest problem. Zaszczepiło się w Tarnowie ponad 46 tysięcy osób. Blisko 50 tysięcy przyjęło pierwszą dawkę. To, co niepokoi to niski poziom wyszczepień w grupach 20-39 i 40-59 lat. Seniorów mamy dobrze wyszczepionych. Powyżej 70 lat to 76%, 60-69 lat to 67%. Niepokoi to, że młode pokolenie nie chce się szczepić. To problem w Tarnowie i regionie. Nie należymy do liderów.

Tygodnik Wprost donosi, że będą narzędzia prawne dla pracodawców, dzięki którym pracodawca będzie mógł sprawdzić, czy pracownicy się zaszczepili. Jak pan to ocenia? Pan by zastosował takie narzędzie?

- Jeśli będą takie narzędzia prawne… Proponuję rządowi, żeby to wprowadził. Trudno trafić do osób przekonanych, że nie będą się szczepić. Dzisiaj tych narzędzi nie ma. Trudno spekulować. Jak będą, wdrożę je w życie. Nie wiem, czy to powinno iść tak daleko jak we Francji, ale na pewno jakiś rodzaj sygnału powinien być w Polsce wprowadzony. Inaczej przyrost zachorowań, który już jest, może się zmienić w kolejną falę. To na razie pojedyncze przypadki, ale przyrost jest dynamiczny.

Jest senacki projekt zmiany sposobu wynagradzania samorządowców, którzy stali się nimi w wyniku wyborów. Projekt zakłada odejście od limitów kwotowych na rzecz uzależnienia wynagrodzenia od średniej w gospodarce narodowej na terenie województwa. Co pan o tym sądzi?

- Nie chcę mówić o wynagrodzeniu. Powinno być jednak ono zróżnicowane. Czemu burmistrz małego miasta ma zarabiać tyle, co prezydent Warszawy? Prezydenci miast mają aglomeracje różne. Jedna stawka chyba nie jest usprawiedliwiona. Martwią mnie jednak bardziej niskie stawki dla pracowników urzędów. Lawinowo odchodzą specjaliści, eksperci od samorządu. Nie mamy jak ich wynagrodzić. Konkurencja ze strony gospodarki jest wielka. Dojdzie do poważnych turbulencji w administracji samorządowej i rządowej. Tam też jest podobnie. Potrzebne są te regulacje.

Wczoraj prezydent Wrocławia opublikował groźby śmierci, jakie docierają do niego mailowo. Prezydent Krakowa przyznaje, że do niego też dociera taka korespondencja. Dlaczego samorządowcy? Do pana też dochodzą takie wiadomości?

- Niestety tak. Zawiadomiłem prokuraturę. Są czynności. To efekt hejtu, który wylewa się w wielu dziedzinach. Przykład Gdańska jest znamienny. Śmierć prezydenta Adamowicza nie była przypadkowa. Była poprzedzona wielką ilością negatywnych materiałów na jego temat. Wiele osób słucha tych doniesień i ma w głowie złe zamiary. To zły czas dla naszych mediów. Poszkodowanymi mogą być ludzie, którzy chcą rozwiązywać sprawy publiczne w sposób jawny.