Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

Niemieccy zbrodniarze przed polskim sądem

„Nikt nie szukał tu zemsty, ani odwetu, a jedynie tylko nagiej, nie skażonej żadnym zabarwieniem uczuciowym, prawdy” - mówił podczas procesu Rudolfa Hößa komendanta KL Auschwitz prokurator Siewierski. Czy jednak w kraju, w którym trwała ostra walka o przejęcie rządów przez komunistów, mogły odbywać się sprawiedliwe, względnie niezależne od nacisków nowej władzy, procesy? O procesach niemieckich zbrodniarzy wojennych przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie i pionierskiej pracy polskich prawników w programie RK i IPN "Posłuchaj historii" mówiła dr Joanna Lubecka z Oddziałowego Biuro Badań Historycznych IPN w Krakowie i Akademii Ignatianum , autorka wielu publikacji dotyczących problematyki niemieckiej , także wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej i Ośrodek Myśli Politycznej książki pt. „Niemiecki zbrodniarz przed polskim sądem. Krakowskie procesy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym”. Program prowadziła Jolanta Drużyńska.

Proces członków załogi KL Auschwitz przez NTN w Krakowie w 1947 r. Fot. AIPN

J.Drużyńska rozmawia z J.Lubecką

„Niemiecki zbrodniarz przed polskim sądem”

Lata 1944–1949 były dla Polski wyjątkowo trudnym czasem. Od momentu ponownego wkroczenia Sowietów na ziemie polskie w styczniu 1944 r. rozpoczęło się montowanie nowego systemu, które trwało do ostatecznego przejęcia władzy. Po sfałszowanych wyborach do Sejmu w 1947 r. przejmowanie rządów postępowało jednak opornie, a nastroje antykomunistyczne, przejawiające się biernym i czynnym oporem, były bardzo silne. Propaganda komunistyczna starała się wykorzystać wszelkie argumenty, aby legitymizować nowe władze. Sprawa rozliczenia zbrodni niemieckiego okupanta wydawała się być idealnym instrumentem ukazania jedności opinii narodu i rządzących krajem komunistów, a tym samym jednym z narzędzi legitymizacji nowej władzy. Chodziło między innymi o podkreślenie ich zasług w ściganiu zbrodniarzy niemieckich, ale również nieporuszanie aspektów związanych ze zbrodniami drugiego, sowieckiego okupanta. Dopóki jednak państwo komunistyczne nie wykształciło nowych, dyspozycyjnych kadr, musiało opierać się na przedwojennych prawnikach, często nie w pełni lojalnych wobec nowego systemu, a przede wszystkim nie zawsze dyspozycyjnych i uległych. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w systemie wymiaru sprawiedliwości, w przypadku Najwyższego Trybunału Narodowego, co miało ten pozytywny aspekt, że najważniejsze, największe procesy zbrodniarzy niemieckich toczące się przed Najwyższym Trybunałem Narodowym były prowadzone starannie, bez naruszeń prawa i procedury, a także bez nachalnej narracji propagandowej ze strony uczestniczących w nich prawników. Trzeba jednak mieć świadomość, że równolegle do trwających w latach czterdziestych procesów przed NTN odbywały się setki procesów przedstawicieli powojennej opozycji antykomunistycznej, zwanych przez nową władzę „wrogami ludu”. Sądzenie zbrodniarzy hitlerowskich odbywało się w Polsce przed sądem cywilnym, a nie wojskowym, jak zrobili to Anglicy i Amerykanie oraz alianci w Norymberdze. Powołany do tego celu Najwyższy Trybunał Narodowy działał od 21 czerwca 1946 r. do 5 sierpnia 1948 r . W sumie przed NTN stanęło 49 oskarżonych, z których większość skazano na karę śmierci, a pozostałych na karę więzienia od 3 lat do dożywotniego pozbawienia wolności. Procesy przeciwko zbrodniarzom wojennym toczyły się także przed innymi sądami. Łącznie polskie sądy orzekły 1670 wyroków.

Amon Göth, komendant Kl Plaszow przez NTN w Krakowie w 1946 r . Fot. AIPN

Amon Göth, komendant Kl Plaszow przez NTN w Krakowie w 1946 r . Fot. AIPN

Cześć procesów Najwyższego Trybunału Narodowego obyło się w Krakowie.

To tu sądzono m. in. Amona Götha, komendanta KL Plaszow, Josefa Bühlera, sekretarza stanu w rządzie Generalnego Gubernatorstwa, zastępcę Hansa Franka, który był najwyższym w hierarchii urzędnikiem GG, który stanął przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Przed krakowskim sądem toczyła się także rozprawa przeciwko czterdziestu członkom załogi KL Auschwitz. Na ławie oskarżonych zasiedli  m. in. Artur Liebehenschel komendant obozu po Rudolfie Hößie czy Maria Mandl, która jako kobieta osiągnęła najwyższe stanowisko w hierarchii administracji obozów koncentracyjnych w Rzeszy Niemieckiej. Wśród oskarżonych w tzw. „procesie oświęcimskim” znaleźli się lekarze: Johann Paul Kremer legitymujący się podwójnym doktoratem z filozofii i medycyny , specjalista od badania chorób dziedzicznych czy Hans Wilhelm Münch lekarz bakteriolog. Dr Münch jako jedyny z oskarżonych w procesie załogi KL Auschwitz został całkowicie uwolniony od zarzutów i uniewinniony. W trakcie procesu krakowskiego Münch zaprzeczał, że brał udział w selekcjach w obozie, prokuratorom nie udało się tego zarzutu udowodnić, natomiast w wywiadzie udzielonym w 1997 roku niemieckiemu dziennikarzowi Brunonowi Schirra potwierdził, że widział selekcje: „Interesowało mnie, jak to działa. Patrzyłem na to z ciekawości”.

Proces załogi KL Auschwitz. Ława oskarżonych. Kraków NTN 1947 r. Fot. AIPN

Proces załogi KL Auschwitz. Ława oskarżonych. Kraków NTN 1947 r. Fot. AIPN

Szczególna rolę w procesach zbrodniarzy wojennych odegrali prawnicy, którzy wykonali ogromną i pionierską pracę, zmuszeni bowiem byli zmierzyć się ze zbrodniami masowymi, z którymi do tej pory polski wymiar sprawiedliwości nie miał styczności. Należało odpowiedzieć na pytania, jak sądzić funkcjonariuszy, urzędników, którzy działali zgodnie z prawem własnego państwa? Jak sądzić tych, którzy wydawali rozkazy, podpisywali rozporządzenia, ale sami osobiście nikogo nie zabili?

Wobec współczesnych dyskusji prawnych i historycznych wokół ludobójstwa trzeba podkreślić, że niekwestionowanym efektem procesów przed NTN było przedstawienie niemieckiej okupacji Polski jako przygotowanego i konsekwentnie realizowanego planu eksterminacji narodu polskiego, a nie pojedynczych, choć licznych zbrodni.

J. Lubecka (IPN)/jd

Autor:
Jolanta Drużyńska

Wyślij opinię na temat artykułu

Najnowsze

3291592

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię