Zapis rozmowy Sławomira Wrony z posłem PiS, Janem Dudą.

Ministrowie finansów krajów UE zgodzili się w piątek na zaakceptowanie Krajowego Planu Odbudowy dla Polski. Polska wnioskuje o 35 miliardów euro, z czego 24 miliardy to bezzwrotne dotacje, reszta niskooprocentowane pożyczki. Komisja szacuje, że jeśli warunki zostaną spełnione, Polska może otrzymać pieniądze przed końcem roku, ale długa lista warunków musi zostać spełniona. To koniec jednego ze sporów z Brukselą, czy początek trudnego procesu oswajania Polaków z tymi warunkami?

- W sensie przyjęcia programu, na pewno jest to koniec sporów. On został przyjęty z takich przyczyn, że mijał termin. Nie było tu wyjścia dla Komisji. Pojawiły się jednak te warunki, kamienie milowe, którym trzeba się przyjrzeć. Jak to będzie wyglądało? O co chodzi? Jest kilka przecieków, jak koniec kupowania samochodów spalinowych do 2035 roku. To poważna sprawa. Jak na to się nałoży sprawa przestrzegania praworządności? Bruksela nam powie, że w 2025 roku likwidujemy swój przemysł, który pracuje pod motoryzację spalinową i wtedy nam zapłacą, a jak nie to jesteśmy niepraworządni?

Co z tymi dylematami?

- Tu zaczynają się rodzić dylematy. Nie ma jasnych zasad praworządności. Co to w ogóle jest? Chodzi o to, że mamy przestrzegać wszystkiego, co płynie z Brukseli? Tu byłby poważny problem.

Tam są konkretne warunki, między innymi zapowiedź podwyższenia wieku emerytalnego, ozusowania umów cywilno-prawnych i podatek od pojazdów z silnikami spalinowymi. Polacy muszą się z tym oswajać?

- To parlamenty krajów muszą zaakceptować te zalecenia, czyli wprowadzić je w system prawa w danym kraju. Posłowie muszą się nad tym pochylać, jak to rozwiązać. Szliśmy do wyborów z obniżką wieku emerytalnego. W jaki sposób to zrobić, żeby wypełnić zalecenia UE, ale nie spowodować jednoznacznego podwyższenia wieku emerytalnego? Są różne możliwości – dobrowolność, dodatkowe pieniądze, niepłacenie podatków przez tych, którzy pracują dłużej. To musimy jakoś rozwiązać. To trudne.

Będzie podatek od pojazdów z silnikami spalinowymi?

- W tej chwili trzeba iść w kierunku zachęt, dopłacania do samochodów elektrycznych. Nie znam zapisu, jak to brzmi. Czy to obligatoryjne w całej UE? Czy może miękka sytuacja?

Gdyby to od pana zależało, te pieniądze są tak potrzebne polskiej gospodarce, że warto przekonać Polaków do zapłacenia za posiadanie samochodów, czy są wątpliwości?

- Są wątpliwości. Pierwsza to już pojawiające się wyłączenia w Europie. To samochody luksusowe, włoskie. Jest narracja, że to produkt sztandarowy Włoch. Te samochody są dla ludzi bardzo bogatych. To Ferrari i inne marki z górnej półki. To rodzi wątpliwości. Uderzamy podatkiem w najbiedniejszych? Jeśli przyjmiemy takie myślenie, że chodzi nam o ograniczenie ilości samochodów na polskich drogach, uderzy to w ludzi najbiedniejszych, w Polskę powiatową. Tam te samochody są potrzebne, nie w dużych miastach.

Niepokoi coraz bardziej zapowiedź poważnego kryzysu gazowego. Po ograniczeniu dostaw gazociągiem do Niemiec i dostaw gazu do Włoch, Rosja ogranicza też przesył gazu do Turcji. To może być największe ograniczenie dostaw gazu z Rosji. W Niemczech jest dyskusja o reglamentowaniu użycia gazu jesienią. W Polsce powinna się zacząć taka dyskusja?

- Powiem tak, nie chwaląc naszego przewidywania sytuacji… My w miarę jesteśmy lub będziemy zbilansowani jeśli chodzi o gaz po otwarciu Baltic Pipe. Poruszamy się jednak na obszarze UE. Siłą rzeczy może być problem z zaspokojeniem… Nie myślę o gazie dla domów. Myślę o przemyśle chemicznym, który zużywa masę gazu. Być może wtedy mogą być tu ograniczenia. Zbiorniki gazowe, które mamy, są wypełnione prawie w 100%. To nam daje gwarancję na 3 miesiące spokojnego funkcjonowania. To dużo. Te informacje są w pewnym sensie poufne. Do tego jest produkcja krajowa. Jesteśmy spokojni. Dziwę się bogatym krajom Europy. Zamiast się zająć zabezpieczeniem swoich krajów przed wyłączeniem i brakiem surowców energetycznych, teraz zaczyna się dyskusja. Po 120 dniach wojny. Wiadomo było, że Putin wykorzysta wszystkie elementy, które zwiększą jego przewagę nad Europą.

Także rynek węgla jest wyzwaniem. Rząd zapowiedział, że w tym sezonie dla każdego ma być dostępna tona węgla za 966 złotych. To dzięki dopłatom dla sprzedających węgiel w kwocie 750 złotych. Eksperci mówią nawet o cenie 3000 złotych za tonę węgla. Dopłaty nie pokryją zatem ceny. Znajdą się chętni do skorzystania z tych rządowych dopłat?

- Rynek węgla jest rozregulowany. Zamykaliśmy kopalnie bez refleksji, co będzie bez alternatywy. Prądu nie mamy na tyle, żeby przejść na prąd. Po informacji, że rząd kupuje akcje Bogdanki… Rząd będzie miał kontrolę. Węgiel zabezpieczymy do celów bytowych. Czy będą chętni do wzięcia 700 zł dopłaty? Myślę, że tak. W porcie w Rotterdamie węgiel z RPA czy Australii to około 300 dolarów za tonę. Jest duża panika. Jak nastąpi uspokojenie, ceny się ustabilizują.

W weekend sporo kontrowersji wywołało odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego w Tarnowie. Prezydent Roman Ciepiela zarzuca, że społeczny komitet nie dopełnił pewnego obyczaju. Zabrakło na przykład zgody na budowę. Dlaczego nie potrafimy się porozumieć wokół symboli pamięci? Dlaczego to ciągle wywołuje spory?

- Jest tak, że gdy stajemy z pewnymi sytuacjami, w których trzeba docenić ludzi, którzy żyli współcześnie, są różne spojrzenia na tę sprawę. Tak było z marszałkiem Piłsudskim. Tak samo jest przy prezydencie Lechu Kaczyńskim. Ja uważam, że jemu należą się miejsca upamiętnienia. Dlaczego tak trudno się porozumieć? Różne są oceny historii, która się wydarzyła w ostatnich latach. To jest ten problem.