Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

Człowiek czynu – Stanisław Kownacki

Należał do tych krakowian , którzy zostawili ślad na życiu, zdrowiu i chorobie a nawet śmierci wielu mieszkańców Krakowa. Stanisław Kownacki , lekarz epidemiolog. Jego życie naznaczyły dwa totalitaryzmy, hitlerowski oraz komunistyczny. O Stanisławie Kownackim w programie RK i IPN mówili prof. Piotr Franaszek z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz dr Wojciech Paduchowski z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Krakowie. Program prowadziła J. Drużyńska.

Stanisław Kownacki. Fot AIPN/ARK

J.Drużyńska rozmawia z prof. P.Franaszkiem i dr W.Paduchowskim

Stanisław Kownacki był lekarzem, epidemiologiem, który nie traktował swojej profesji jako tylko zawodu lecz raczej jako wypełnienie misji pomocy słabszym, chorym, biednym, od ich narodzin do samego końca życia. Wieloletni ordynator oddziału zakaźnego nowohuckiego szpitala im. S. Żeromskiego. To on jako jeden z pierwszych pozwalał rodzicom chorych dzieci zostać z nimi w szpitalu, wiedząc, że to pomoże w ich powrocie do zdrowia. Człowiek bardzo pobożny, nie odmawiający nikomu pomocy. Według niektórych umierając w 1995 r., przeżywszy 80 lat życia, pozostawał w opinii świętości. Jego życie naznaczyły dwa totalitaryzmy, hitlerowski oraz komunistyczny. Z każdym z nich musiał się zmagać. Oba też kształtowały jego światopogląd i obraz świata.

Część wojny spędził jako lekarz niemieckiej paramilitarnej organizacji Todt, która zatrudniała przymusowych robotników z podbitych krajów przez Trzecią Rzesze. W ramach tejże organizacji znalazł się na ziemiach Prus Wschodnich, Litwy, Estonii, Związku Sowieckiego docierając prawie pod Leningrad. Jak sam stwierdzał, pozwoliło mu to uniknąć okropności okupacji w rodzinnym Krakowie. Choć o dokonywanych mordach przez Niemców doskonale wiedział.

Po zakończeniu działań w wojennych w Małopolsce wstąpił do krakowskiego Seminarium Duchownego gdzie najprawdopodobniej spotkał Karola Wojtyłę, z którym w przyszłości będą go łączyć ścisłe kontakty. Nie wybrał stanu duchownego jako swojej drogi życiowej. Postanowił pozostać lekarzem praktykiem.

Swoją pracę jako lekarz w krakowskich szpitalach łączył z głęboką wiarą czego zewnętrznym wyrazem była jego przynależność do katolickiej organizacji Sodalicji Mariańskiej. Fakt ten bardzo nie podobał się nowym władzom komunistycznym. Za wygłoszenie publicznie referatu o roli lekarza katolika został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa i jako odbywający służbę wojskową żołnierz został przekazany mającej bardzo złą sławę wojskowej bezpiece czyli Informacji Wojska Polskiego. Od tego momentu przez ponad dekadę będzie obserwowany przez komunistyczne policje polityczne.


Stanisław Kownacki z dziećmi na nartach. Fot. Archiwum Rodziny Kownackich


Halina Bortnowska, filozof, teolog, b. działaczka opozycji demokratycznej w PRL, współtwórczyni ruchu hospicyjnego w Polce oraz pierwszego polskiego hospicjum wybudowanego w Krakowie - Nowej Hucie po śmierci dr. Stanisława Kownackiego tak pisała:

„...Wiem, że kochał życie i bardzo je smakował, w tym co uznawał za godne, na przykład w zapamiętałych wędrówkach górskich. Kochał też życie pacjentów, bronił go. Choroba zakaźna w swym przebiegu kusi do uprawiania medycyny „militarnej” („Walka nauki ze śmiercią” - znamienny tytuł starej książki, która jeszcze w latach czterdziestych niejednego i niejedną pchnęła ku medycynie”). Do takiej postawy skłania obcowanie z epidemią. Wobec większości chorób zakaźnych nie jesteśmy bezbronni, myślę, że Doktor wybrał swoją specjalność jako człowiek czynu, bojownik, urodzony dowódca. Kiedy go poznałam, w latach siedemdziesiątych, nie przestał nim być. Był dumny ze zwycięstw [...].

Trzeba tu przypomnieć, że na oddziale zakaźnym w Nowej Hucie leczyło się nie tylko choroby zakaźne. Często zostawali z nami także pacjenci, których diagnoza okazywała się groźniejsza, wręcz tragiczna: bardzo już zaawansowana choroba nowotworowa, rak trzustki lub wątroby albo toczeń trzewny. Były też wprowadzone przez Doktora „łóżka społeczne”, dla pacjentów, z których większość też potrzebowała tego, co zaczynaliśmy nazywać „opieką hospicyjną”.

Doktor umiał, i co najważniejsze - chciał, prowadzić pacjentów, których choroba już w sposób po ludzku nieodwołalny nachyliła ku śmierci [...]

Był na pewno prekursorem i pionierem ruchu hospicyjnego w Polsce, choć do idei stacjonarnego Hospicjum przeznaczonego dla umierających nigdy nie dał się przekonać. Jego zdaniem każdy szpital powinien prowadzić pacjenta do końca.”








W.Paduchowski(IPN)/jd







Autor:
Jolanta Drużyńska

Wyślij opinię na temat artykułu

Najnowsze

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię