Prototyp elektrowozu, stworzony na zlecenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, jest już gotowy. "Czas sprawdzić go w boju. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach wóz będzie regularnie woził turystów. Przez ten czas chcemy sprawdzić ten mechanizm. Jeśli wszystko będzie dobrze, jesienią podejmiemy decyzję o produkcji kolejnych takich wozów" - mówi szef TPN, Szymon Ziobrowski.

Prototyp hybrydowego wozu kosztował ponad 120 tysięcy złotych. Działa tak samo jak rower ze wspomaganiem elektrycznym. Jeśli ciężar będzie zbyt duży, włączy się napęd. Bateria ładuje się podczas zjazdu w dół.

Szef wozaków z Morskiego Oka Stanisław Chowaniec powiedział, że wspomaganie działa na podobnej zasadzie, jak ta stosowana w rowerach ze wspomaganiem elektrycznym.

"Napęd włącza się automatycznie i dostosowany jest do tempa koni. Dzięki temu nie ma już zrywów, a cała jazda odbywa się płynnie. Z naszych obserwacji wynika, że koniom jest zdecydowanie lżej. Musimy w pierwszej kolejności ukończyć testy, a jeżeli trzeba będzie zmienić wozy, to fiakrzy są na tak" – mówił Chowaniec.

Zapewnił on, że dobrostan koni jest stale monitorowany przez lekarzy weterynarii i podkreślił, że koniom nie dzieje się krzywda. Przewozy konne odbywają się zgodnie z regulaminem TPN, który określa m.in. czas pracy koni i możliwą liczbę pasażerów na wozach.

- Właściciele wozów będą musieli kupić sobie taki wóz we własnym zakresie - nie ukrywa dyrektor TPN-u Szymon Ziobrowski. Koszt hybrydowego fasiąga to ponad 120 tysięcy złotych. Dla porównania tradycyjny wóz kosztuje około 15 tysięcy. TPN liczy jednak, że przy masowej produkcji cena będzie niższa.

TPN przekonuje, że jest to także kompromis w dyskusji z obrońcami zwierząt z fundacji Viva, którzy domagają się zakazu pracy koni na trasie do Morskiego Oka.