|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

#MeToo

Film braci Sekielskich o przypadkach pedofilii wśród księży zadziałał jak katharsis. Na tych z prawa i tych z lewa, ale przede wszystkim zwykłych ludzi, którzy przełamali barierę strachu i wstydu. Powiedzieć o tym co się wie, a o czym się nie mówiło, to teraz moralny obowiązek.

fot: Pixabay

W ostatnich dniach wstrząsający film "Tylko nie mów nikomu" to główny temat rozmów w rodzinie, wśród znajomych, a nawet obcych ludzi. Są tacy, którzy oskarżają z rozpędu wszystkich księży, nawet tych uczciwych i szlachetnych, są też tacy, którzy udają, że problemu nie ma, którzy wybielają oprawców, oskarżając ofiary.

Rozmawiam z kolegą, który pyta, czy znam takie przypadki, ale nie z gazet, z kolejnych przekazów, ale od bliskich osób. Tak - odpowiadam - również z autopsji. Zapada cisza. Mój Boże - mówi po chwili.

Bóg nie ma z tym niczego wspólnego, jedynie to, że ustrzegł mnie przed najgorszym, dając mi mądrych rodziców. Nauczyli mnie, że nawet jako dziecko, jestem równie ważna i godna szacunku, jak inni ludzie. Nikt nie straszył mnie ogniem piekielnym, nie wpędzał w poczucie winy, uczono mnie za to poczucia własnej wartości i tego, że nikt nie może być traktowany lepiej od innych z racji pozycji, pieniędzy, czy stanowiska. Autorytety miałam w domu, nie potrzebowałam ich szukać gdzie indziej.

Musiałam mieć wówczas około 10 - 11 lat, bo moja młodsza koleżanka, która szła do pierwszej komunii, poprosiła mnie, żebym jej towarzyszyła w tym ważnym wydarzeniu. Poszłam więc do spowiedzi, nie wiedząc, że w konfesjonale siedzi nie ksiądz, ale potwór. Byłam w szoku - nie zrozumiałam większości rzeczy, które do mnie mówił, ale poczułam jedno, że to co mówi i robi jest odrażające, ohydne i wstrętne. Kiedy zaproponował mi, żebym poszła z nim do zakrystii wiedziałam już, że nie klęczę przed Bogiem, ale przed wstrętnym zboczeńcem. Ksiądz - choć trudno mi użyć w ogóle tego określenia - pomylił się, bo w małej, niewinnej dziewczynce zobaczył potencjalną ofiarę. Nie przypuszczał zapewne, że to dziecko zerwie się z klęczek, kopnie w konfesjonał, wrzaśnie - ty świnio! - i wybiegnie z kościoła.

Czy to wydarzenie było traumą i wpłynęło na moje życie? Nie, bo poczułam, że jestem silna i nie pozwolę, żeby ktokolwiek i kiedykolwiek zrobił mi krzywdę. Czy wpłynęło na mój stosunek do instytucji kościoła? Tak, na całe życie. Po obejrzeniu filmu zastanawiam się, czy mogłam ocalić nie tylko siebie, ale innych dzieci, bo nie mam cienia wątpliwości, że nie byłam jedyna. Czy ktoś z przełożonych tego księdza uwierzyłby mi, zainteresował się? Wątpię, przecież właściwie nic się nie stało - tak by z pewnością powiedzieli. Gdybym była dziś tamtą małą dziewczynką, wróciłabym, żeby nagrać tego zwyrodnialca i mieć dowód, ale wtedy nie było przecież takich możliwości.

Dziś kolejną historię opowiada mi moja przyjaciółka. Jest dzieckiem, kiedy jej rodziców często odwiedza zaprzyjaźniony ksiądz. Pod pretekstem zwykłych czułości obmacuje ją, rodzice nie reagują, choć mówi im, że dla niej ten dotyk jest odrażający. Przecież to ksiądz, nie może robić niczego złego. Jadą na wakacje do krewnych w jednej z małopolskich wsi, gdzie ten ksiądz jest proboszczem. Czeka kiedy dziewczynka będzie sama, przypiera ją do ściany i wkłada rękę pod bluzkę. Udaje się jej wyrwać. Nikt nie słucha kiedy ze strachem i obrzydzeniem opowiada co ją spotkało. A, on taki już jest - mówią spokojnie krewni. Mijają lata - znów jedzie na wakacje do tamtej wsi z rodzicami i własną już córką. Na plaży nad Dunajcem robi zdjęcia. Nagle w obiektywie aparatu widzi z przerażeniem, że ów ksiądz, ucząc pływać jakieś dziecko, trzyma mu rękę w majtkach. Zaczyna krzyczeć, wszyscy patrzą się na nią jak na wariatkę. A cóż takiego się stało? Mijają lata. Ksiądz umiera, żegnają go tłumy szlochających parafian. Wspominają wprawdzie, jak zabawną anegdotkę, że dzieci chowały się przed nim i uciekały na jego widok, bo robił im "dziwne rzeczy", ale przeciez taki dobry ksiądz był, piękny kościół wybudował. Nic się przecież nie stało.

Przerażające. Ile takich historii czeka jeszcze na ujawnienie? Prezydent Andrzej Duda apeluje do rodziców, by byli czujni. Spotyka go za to fala hejtu, że stara się rozmyć winę prawdziwych winowajców. A ja uważam, że ma rację, bo co by się stało, gdybym nie traktowała księdza jak równego mi człowieka, ale jak nadczłowieka? Gdyby rodzice uczyli mnie, że nie mam myśleć, ale słuchać? Te wszystkie nieszczęsne dzieci są ofiarami nie tylko zboczeńców, ale własnych rodziców, którzy przekazali im nabożny stosunek do innych ludzi.

Jest w filmie Sekielskich wstrząsająca scena, której jakoś dziwnie nie zauważyli komentujący. A jest w niej clou całego problemu. Ksiądz mówi: te dzieci traktują mnie jak Jezusa. On w to najwyraźniej wierzy, jest zachwycony. Oto klucz do bezkarności.

Jednak z tym filmem została przekroczona pewna granica, po której nie można już milczeć. Nie lękajcie się - chciałoby się powtórzyć słynne słowa. Niech lękają się teraz ci, którzy skrzywdzili niewinnych i ci, którzy im na to pozwalali.

 

93%
7%