|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
12 630 62 06 (reklama)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
reklama@radiokrakow.pl
|
A
A
A

NOSPR z publicznością. Pamięci Pendereckiego

Był to historyczny koncert. Wszyscy czekaliśmy na ten moment i wreszcie… W piątek 26 czerwca pierwszy raz po ponad trzech miesiącach Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach zagrała w swojej pięknej siedzibie koncert z publicznością! Nie w plenerze, ale w swojej sali. Jednocześnie – dla tych, którzy chcieli uczestniczyć w tym wydarzeniu, a z różnych względów nie byli w stanie – ten sam koncert był transmitowany w Internecie. Dobra informacja jest taka, że będzie można uczestniczyć raz jeszcze w tym niezwykłym wieczorze. We wtorek, 30 czerwca o godz. 20, na kanele FB orkiestry koncert będzie retransmitowany. Warto!

fot: Marek Bebłot

Wieczór został zadedykowany pamięci Krzysztofa Pendereckiego, wielkiego artysty i przyjaciela NOSPR-u, przewodniczącego rady programowej zespołu, kompozytora który wielokrotnie stawał za pulpitem dyrygenckim tej orkiestry i który wyjątkowo cenił tych muzyków. Krzysztof Penderecki zmarł 29 marca tego roku, trzy miesiące temu. Zmarł w czasach, gdy muzyka ucichła na świecie przytłoczona pandemią. W piątek tym niezwykłym wieczorem muzycy chcieli wraz z publicznością pożegnać swojego Mistrza.

Ten koncert był dla mnie wielkim wydarzeniem, symbolicznym wydarzeniem. Po raz pierwszy publiczność mogła w nim uczestniczyć „na żywo” siedząc na widowni. Oczywiście przepisy sanitarne nie pozwoliły, aby publiczność wypełniła salę w całości, niemniej na widowni zasiadło – jak podali organizatorzy – około 500 osób, w maseczkach oczywiście (przypomnijmy widownia sali NOSPR liczy 1800 miejsc). Fotele, na których nie można było siadać miały założone na oparcia papierowe opaski z napisem „niedostępne”. Wszyscy uczestnicy koncertu musieli wcześniej zapoznać się z regulaminem i złożyć oświadczenie, że nie są chorzy, że nie mieli kontaktu z osobami, u których wykryto zakażenie. Trzeba było też podać imię nazwisko, numer telefonu. Na szczęście to wszystko można było wypełnić internetowo, ale dla tych którzy nie mieli takich możliwości, ankieta czekała przed wejściem.

Zajrzałam do regulaminu, było w nim wiele punktów, m.in. jak ma wyglądać wejście na salę i wyjście z niej. Były punkty o dezynfekcji rąk, o konieczności uczestniczenia w koncercie w maskach. Koncert odbywał się bez przerwy, nieczynne były kawiarnie i restauracje, niedostępna była szatnia, a w regulaminie pojawił się nawet zapis, że w przypadku deszczu należy zabrać składany parasol i worek na niego, by móc schować go do torby podczas koncertu.

Trudna to bardzo organizacja i trudne dostosowywanie się do koniecznych wymogów. Dlatego jestem pełna podziwu dla organizatorów nie tylko dlatego, że byli w stanie spełnić wszystkie przepisy, ale przede wszystkim dlatego, że im się chciało podjąć takie wyzwanie. Jestem, też pełna podziwu dla publiczności, że się nie bała, że odważyła się przyjść by wesprzeć swoją orkiestrę. Zapewne nie była to łatwa decyzja.

Koncert obejrzałam w Internecie  z wielkim wzruszeniem.  Orkiestrę zmniejszoną, prowadził od skrzypiec koncertmistrz – Piotr Tarcholik, stojąc tyłem do publiczności, przy pulpicie dyrygenckim. I kiedy kamera pokazywała go od przodu, w tle widzieliśmy zasiadającą na widowni publiczność. Wszyscy byli w maskach, co drugi fotel wolny.  Taki widok robił ogromne wrażenie, aby nie powiedzieć, że był wstrząsający.

Dopadł mnie smutek, bo zdałam sobie sprawę, że coś odeszło, coś się skończyło. Przypomniałam sobie koncerty w Filharmonii Krakowskiej, na które ciężko się było wcisnąć. Na przykład koncerty takich sław jak Menuhin czy Martha Argerich. Przypomniałam sobie tę salę wypełnioną po brzegi, gdzie trudno było znaleźć miejsce na podłodze by postawić stopę.

I jeszcze jedno. Oglądając koncert NOSPR-u ogarnęło mnie uczucie ogromnej tęsknoty by usiąść w fotelu na widowni i posłuchać dobrej muzyki. Bo tak naprawdę nic nie zastąpi muzyki na żywo i tych emocji, które się rodzą we wspólnym słuchaniu. Chyba już wszyscy czujemy jak bardzo potrzebujemy artystów, ale też zdajemy sobie sprawę jak bardzo artyści potrzebują słuchaczy. To właśnie dzięki publiczności i jej emocjom może dojść do niezwykłych wykonań, które wejdą potem do historii muzyki.

Piątkowy koncert NOSPR-u był krótki, trwał raptem 45 minut. Na jego program złożyły się trzy utwory, dwa Krzysztofa Pendereckiego: Fanfara dla Niepodległej oraz Chaconne na orkiestrę smyczkową oraz Josepha Haydna Symfonia fis-moll „Pożegnalna”. Dzieła Krzysztofa Pendereckiego były, są i będą z nami zawsze. Już wielokrotnie przechodziły zwycięsko próbę czasu. Utwory Mistrza wybrane na ten koncert pasowały idealnie: Fanfara, to ostatni utwór, który miał prawykonanie w 2018 roku w Krakowie, zaś  Chaconne z 2005 roku, poświęcona pamięci Jana Pawła II, która dopełniła komponowane przez 25 lat Polskie Requiem, jest jednym z najbardziej wzruszających utworów Krzysztofa Pendereckiego. Przepiękny temat smyczkowy w ciemnych barwach nikogo nie pozostawi obojętnym.

Ten historyczny wieczór NOSPR-u zamknęła Symfonia „Pożegnalna”, najbardziej znana symfonia Haydna, głównie z powodu żartu kompozytora, z którym łączy się powtarzana przez kilkaset lat anegdota. Utwór pochodzi z 1772 roku. Haydn pracował wówczas na dworze węgierskich książąt Esterházych, był kompozytorem i szefem orkiestry. Zwyczajem było, że książę Mikołaj na lato przenosił się z zamku w Eisenstadt, do nowo wybudowanej rezydencji Esterháza. Wraz z księciem ruszał cały dwór, w tym także muzycy.  I kiedy pobyt w letniej rezydencji się przedłużał, a muzycy chcieli już wracać do swoich rodzin, Haydn pozwolił sobie na ryzykowny żart. Skomponował dla księcia symfonię, w której w ostatniej części muzycy wychodzą jeden za drugim w trakcie gry. Kompozytor liczył, że książę zrozumie aluzję i pozwoli muzykom wrócić do domu…Tyle o anegdocie, niemniej włączenie tej symfonii do programu tak szczególnego koncertu pozwala na rożne interpretacje.

Pierwszy po wybuchu pandemii koncert w siedzibie NOSPR-u był dla mnie symboliczny na wielu poziomach: jako pożegnanie z wybitnym kompozytorem, jako zamknięcie tego dziwnego sezonu, ale też jako pożegnanie ze światem beztroski, w którym można było bez myślenia o bezpieczeństwie wyjść na koncert.  W tej muzyce się czuło, że coś się kończy.  Królowały  smutek i zaduma,  co spotęgowane było refleksyjną muzyką i mistrzostwem w sztuce obu kompozytorów. Publiczność doceniła swoich artystów i zgotowała im owację na stojąco.

Warto posłuchać i zobaczyć!

https://nospr.org.pl/pl/kalendarz/koncert-dedykowany-pamieci-krzysztofa-pendereckiego

fot: Marek Bebłot

100%
0%